poniedziałek, 8 kwietnia 2013

La prostitution est un phénomène international!

   W sumie, to wpierdol dostałem w życiu ze trzy razy. Nie mówię tu oczywiście o przemocy w rodzinie. Pierwszy raz podczas bójki kiboli (gdy ich czas nadejdzie niech im ziemia lekką będzie) na stacji kolejowej w Orzeszu w drodze na występ. Jeszcze w czasach licealnych. Stojąc na peronie patrzyłem, jak wir walki przesuwa się w moim kierunku. Ciekawość życia i pogarda dla ucieczki kazały mi obserwować w bezruchu nadciągające zagrożenie.
  Następne parę lat minęło spokojnie i szybko. Jak rękę odjął… Czułem się swobodnie, bo znowu ufnie stąpałem po Ziemi. W 1991 roku, po ponad pięćdziesięciu latach izolacji granice zostały ostatecznie dla Polaków otwarte. Inklinacje do nadużywania sprzyjających okoliczności darzę uczuciem siostrzanym od razu więc ruszyłem autostopem na Paryż. Jeździłem średnio co miesiąc. Jakieś dziesięć razy. Czułem pionierskiego ducha. To właśnie podczas podróży przez Niemcy odkryłem istnienie telefonów komórkowych w samochodach z górnej półki.
   Osią każdego pobytu we Francji były podróże paryskim metrem - godziny spędzane w wagonach, na stacjach, na przyglądaniu się  i n n y m. Rzadko spacerowałem po ulicach. wolałem ich unikać. W owym czasie mogłem sobie co najwyżej pozwolić na bagietkę… Podczas jednego z tych spacerów zatłoczonymi bulwarami stolicy Heksagonu poczułem nagle ostrego kopa w dupę ("tyłek" odbiera wyrażeniu energię „kopa”). Pełne pijackiej werwy szarpnięcie za włosy pociągnęło mnie do ziemi, po której znowu tak ufnie stąpałem. Krzyki. Szamotanina. Ktoś zareagował, podbiegł i podał mi rękę. Poczułem, że nie jestem sam. Odwzajemniłem gest. Mocne ramie wybawcy pewnie szarpnęło mnie ku górze…żeby pociągnąć mi z misia. Ja pierdolę! Wziął mnie w obroty duet! Naiwność - mój wierny druh! Pociecha w tym, że można ją brać za przejaw nieustannie tlącej się w człowieku niewinności.
   Pięć lat po upadku komuny, pewnej nocy, w cichym, odizolowanym pokoiku posterunku (wtedy już podobno policyjnego) życie wyklarowało mi definicję „samosądu”. Pięść bijąca po mordzie ze swadą godną pasjonata przemocy musiała nieźle zaingerować w moje pojmowanie roli władzy wykonawczej w życiu społecznym oraz ocenę charakteru jej pracy terenie, bo mi jakoś poziom czujności względem mundurowych nie chce spadać. Narodowość nie ma tu już większego znaczenia. "La prostituton est un phénomène international".

1 komentarz:

  1. ironia losu, że akurat na murach tego samego komisariatu rada miasta postanowiła uczcić twoje osiągnięcia jako wokalisty malując na nich twoją fotę hahaha ;)B.

    OdpowiedzUsuń