wtorek, 11 czerwca 2013

Reklamówka pełna rzodkiewek…

     Wyjazd do Londynu pozwolił mi na kilka dni zapomnieć gdzie żyję. Drogie miasto służy klientom. Pogoda bez deszczu z przesiąkającym przez chmury słońcem. Wiatr i tłumy ludzi. Guinnesy na szocie whisky i hummus zagryzany oliwkami.
    W Polsce znów widzę połamane nawałnicą gałęzie. Siąpi deszcz, a Miasto Ogrodów tonie na dnie transformacyjnych dziur. W Żorach wszystko potargane wiatrem, poobijane gradem... Idę powoli. Nieprzespane noce napędzane indyjską czekoladą, energią dziewczęcej młodości pośród dudnienia nocnego powietrza wkradającego się wraz z chłodem przez taras mieszkania przy rozhulanym Leicester Square, odbierają tupet moim krokom. Nadają im anemicznego wyrazu. W plastikowej torbie niosę chleb z ziarnami. Coś furczy mi nad głową nadciągając z dużą prędkością. Reklamówka pełna rzodkiewek ląduje z hukiem pod moimi nogami. Ktoś z wysokiego piętra znów urządza sobie polowanie na przechodniów. Z balkonu... Przyglądam się zawartości rozpryśniętego worka. Rzodkiewki wyglądają na świeże. Pewnie gorzkie… Jakiś przypadkowy świadek po sześćdziesiątce widzi całe zajście. Rozglądając się po balkonach analizujemy trajektorię lotu spoczywającej na chodniku miazgi w kolorach bułgarskiej flagi. Jego obietnica wszczęcia śledztwa pieczętuje nasze pożegnanie. Myśląc o rzodkiewkach wchodzę do klatki, wychodzę z windy, zamykam za sobą drzwi, ale telefon już swoją melodię kręci. Pretensje prosto w pysk i ten zaśpiew w górze… 
     Cioci z góry nie widuję już od ponad pół roku. Domaga się jakiejś faktury za suszenie zalanego w zimie, przez jej kaloryfery, pod jej nieobecność, mojego pokoju. W końcu dwa tygodnie temu dostałem sto pięćdziesiąt złotych!
- Może by tak chociaż jakieś dzień dobry?! - tamuję ulew jej zgorzkniałych wywodów na temat tego, co muszę. W sumie nawet się za nią stęskniłem od czasu, jak wyjechała do tej całej Ameryki. Próbuję oszacować swoją winę. Na próżno. Coś tam usiłuję wyjaśnić. W imię pokoju proponuję nawet zwrot gotówki. Wszystko na próżno! Niepohamowanie jak grad, bezpardonowo jak rzodkiewki, odtrącam jej ton kurwami i słyszę, że nie tym tonem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz