poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Zgodnie z prawem natury

  Majestat rozświetlonego Newarku sennie majaczył w otchłani nocy. Wzdłuż unieruchomionego pociągu trzech policjantów zbliżało się w naszym kierunku. Powolnym krokiem, w czarnych mundurach, z pałami dyndającymi figlarnie...
 Amerykańska policja, różni się od polskiej tym, że nie szuka kłopotów, bo nie ma czasu na kreatywne wypełnianie nudy. Aura problemów spowijająca wielokulturowe społeczeństwo, któremu serve and protect, zmusza do działania z uwzględnieniem potrzeby pokojowego 
współistnienia. Giętkość litery prawa, a co za tym idzie jego interpretacja oraz egzekucja na poziomie mocy decyzyjnych nocnego patrolu z chicagowskiego radiowozu służy unikaniu konfliktów. Policja nie czai się więc na rogatkach wypatrując obiektów rutynowych kontroli. Nie kara też za przekraczanie jezdni w miejscach nieoznaczonych, jakby wychodziła z założenia, że gwarantem bezpieczeństwa na drodze jest operowanie na poziomie instynktu samozachowawczego, który omijając, zgodnie z prawem natury, nadgorliwość umysłu wyklucza tym samym działanie głupoty! W kwestii bezkolizyjnego pokonywania drogi każdy uczestnik ruchu staje się naturalnym autorytetem. Sprawne funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego tworzonego przez Amerykanów sprowadza się do zasady: Reagować w obliczu realnych zagrożeń. Nie przypierdalać się bez powodu! 
   W swojej pracy amerykańska policja wydaje się nawiązywać do tej prostej formuły.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz