poniedziałek, 9 września 2013

Świętowanie w czwartki

 Mój bukiet wspomnień z życia w Polsce przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych? Na polskich ulicach królowały żuki, tarpany i jelcze. Wartburgi, syrenki, warszawy, trabanty, łady i fiaty stanowiły forpocztę polskiej motoryzacji osobowej. Cały kraj w lecie nosił juniorki, a w zimie jeździł na reglach. Odmienność asortymentu odzieżowego, w połączeniu z rewolucyjnie różną estetyką stylu w motoryzacji, przyprawiały o kulturowy wstrząs podczas wypadu na zakupy do Czechosłowacji. Tę rzeczywistość w kolorze  gołębiego gówna  urozmaicały dwie polskojęzyczne stacje telewizyjne. Poranne programy edukacyjne uparcie oswajały postawionych po murem widzów, z chłodnym brzmieniem dysonansów granych na wibrafonie. Te w tajemniczy sposób komentowały zachodzącą na ekranie reakcję chemiczną. Powojenne perypetie chłopca na ziemiach odzyskanych, przygody kochliwego pracownika zakładu kanalizacji oraz rozterki ambitnego młodzieńca ze wsi, próbującego w wielkim mieście osiągnąć coś więcej, podsumowują tematykę seriali z epoki zwiastującej uprawianie seksu na tylnym siedzeniu poloneza… W poniedziałki teatr telewizji uczył widzów cierpliwości w kontakcie ze sztuką. Melancholijna piosenka na zakończenie piątkowego Okienka z Pankracym, wprowadzała widza w nastrój polskich nekropolii odzianych w odświętną szatę rozświetloną tysiącami zniczy. Obwieszczała w ten sposób nadejście weekendu, obiegowo zwanego jeszcze wtedy „sobotą i niedzielą”. Estetyka przebojów niedzielnego koncertu życzeń utwierdzała w przekonaniu, że w Polsce telewizję ogląda się po sześćdziesiątce. 
     W mojej dziecięcej rzeczywistości, wielbiciela czarno-białego ekranu ze szkła, świętowało się w czwartki. Wieczorne seanse amerykańskiego kina akcji uświadamiały, że jest miejsce na świecie, gdzie życie płynie beztrosko, a do tego wygląda szykownie i ma posmak adrenaliny. Pełne tempa pościgi na ulicach miast, skąpanych w świetle reklam produktów deficytowych lub nieznanych. Samochody, których nie zamykano na klucz, jakby nie miały żadnej wartości. Obrazoburcza nonszalancja mężczyzn w garniturach z nieodłącznym cygarem w zębach. Cwaniacy bujający się w skórzanych fotelach, z nogami wyciągniętymi na stole, na którym przecież kładzie się chleb. W butach! Drinki popijane przed południem w przestronnych biurach wielkich korporacji, gdzieś na tonącym w chmurach piętrze jednego z setek  nowoczesnych drapaczy chmur, które symbolizowały zabudowę gigantycznych miast napiętnowanych bogactwem.
    Ameryka na tle polskiej szarówy swoją brawurą bez trudu podbiła moje dziecięce serce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz