wtorek, 29 lipca 2014

Liberace

 Kino to ucieczka z własnej rzeczywistości w cudze marzenia. Źródło tymczasowych zmian w lepszego człowieka. Wypełniacz okresów bezczynności. Gdy te nastają, do oglądania podchodzę przekrojowo. Przeczesuję filmografie aktorów, reżyserów, scenarzystów-tych od kina poważnego i tych od rozrywki. Rzucam się na historie oparte na faktach lub na czyściutkie biografie. W okresach bierności, wręcz wyręczam się kinem. Faktualizowane fabuły wypełniają plamy na mapach mojej niewiedzy. Coco Chanel, Gandhi, Ostatni Król Szkocji, Lista Schindlera, Aviator, Skandalista Larry Flint, Upadek, Tudorowie... Pośród filmów o losach muzyków (Niczego nie żałuję, Cadillac Records, Ray, Control, The Doors) specjalną kategorię tworzą już filmy o wirtuozach fortepianu. Po Amadeuszu, Blasku i Pianiście pojawił się Wielki Liberace. Reżyser Steven Soderbergh, twórca oskarowego hitu Erin Brockovich, snuje tym razem opowieść o starczych perypetiach supernowej fortepianowego kiczu, otwierając przed widzem podwoje prywatnej rezydencji przerysowanego showmana z Las Vegas. 
   Liberace to dziesiątki milionów sprzedanych płyt i rozpoznawalność na miarę Presley'a. Złote dziecko amerykańskiego szołbiznesu, uosabiające wszystko to, czym dawała się uwodzić powojenna Ameryka. Szarmancki wirtuoz w smokingu. Archetypiczny maż, zięć i kochanek. Gwiazdor telewizyjny monolitu białych, chrześcijańskich konsumentów, rozkochanych w tytoniu i whiskey z lodem. Zakładnik konserwatyzmu uwikłanego w tradycyjne wartości - Boga i rodzinę,  skrzętnie ukrywający swój ekstrawagancki homoseksualizm. 
    Twórca filmu postanawia zagrać na nosie fanom legendy wielkiego Liberace.  Oto oznajmia wiernym, że świeżo upieczony święty kościoła, to złodziej i wszetecznik, i w dodatku są na to dowody. Kojarzony z ultraheteroseksualnych ról Michael Douglas, przekornie wciela się w rolę pianisty. Na planie partneruje mu Matt Damon, który o portretowanie kryptopederasty otarł się już w Utalentowanym panu Ripley. Pikantny obraz życia gejowskiej pary, wykreowany przez ten oskarowy tandem, wciąga jak słuchanie plotek, bo i aktorstwo, z perspektywy heterowidza, jest niewiarygodnie wiarygodne. 
   Steven Soderbergh w jednym z wywiadów zapowiedział, drżąc z rozgoryczenia, że Wielki Liberace to ostatni film w jego reżyserii. Produkcję wykluczono z dystrybucji w amerykańskich kinach, więc i popis Douglasa stracił szansę na oskarową nominację. Dla tak cudacznej kody, zwieńczającej wielką karierę reżyserską, lubię stracić czas!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz