niedziela, 19 lutego 2017

Nad Czyimś Strumykiem

       W restauracji przy drodze dobrze dają. Tak jak z resztą i u tych obok, chociaż ta tu wygląda na prawdziwą dajnię. Poznać to po natężeniu pustki w przerwach pomiędzy erupcjami, bo wyraźnie skacze i po zgiełku pojazdów - tylko on stale wypełnia przestrzeń pod przepastnym zadaszeniem. Przesuwają się łagodnie po ekranie niewidocznych wrót jedynego wyjścia. Za to koło wychodka jest jak w domu. Może gdyby nie te blaszane drzwi - zaczynają się na wysokości kolan a pachnie gorzkniejącą szczyną. Na tle przytłumionej ulicy brzęczy gdzieś ta gitarka, kojąco jakby jej kto pudło wydrążył w wyschniętym patyku. Błękitnodzioby ptak szamocze się w klatce na pomarańczowych lapkołydkach. 
Wiercąc własną melodią definiuje pod lasek nad czyimś strumykiem...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz