poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Portrety: Mnisza niszo-cisza

Choć trudno powiedzieć czy istnieje ktoś, kto nie ma, Mróz m a zryty beret i nie należy tego podważać. Sam w pewnym sensie jest z tego dumny. "Zryty beret"... Co do samej formy stwierdzenia można oczywiście się silić na oryginały, natomiast slogan ten wytarty jak dłoń koniobijcy, bardziej zrozumiały niż niejeden wykwit wyobraźni epitetyczno-metaforycznej oddaje całkiem nieźle stan umysłu owego Mroza - jego zdolności do budowania relacji poza labiryntem introwertycznych predyspozycji, gdyby w jego przypadku takowe mogły istnieć, do istnienia poza meandrami żłobionymi ciążeniem jego osobistego fatum. 

Mróz jest stereotypowym naukowcem humanistycznym. Chciałby się z tego przekleństwa za wszelką cenę wyplątać przeto wypowiedzi jego kwiecą się barbaryzmami. Bacznie nasłuchuje a potem wyławia je z oceanu życia jak złote rybki. Dla kokieterii, ale przede wszystkim żeby gdzieś przynależeć. Motłoch. Tam zawsze znajdzie się okazja by pointerferować z takim czy innym przejawem chamstwa - Zainstaluj se! - stylizuje i już czuje się swój, gdy tak na chwilę zstępuje z własnego piedestału. Mróz jest fanem motłochu. Imponuje mu odwaga ignorantów. Jest zapatrzony w nonszalancję - tak niewiele się ma w zanadrzu, a tak pewnie się fechtuje i to absolutne zero refleksji - senne noce co spływają ku porankom jak strugi wody po opierzonych ciałach. Pełen podziwu i pogardy Mróz grzebie po ludzkich śmietniskach choć ma tak czułe nozdrza. Ale to bez znaczenia. Niewzruszony klęczy pośród gipsowych skorup. To popiersie matki runęło z trzaskiem z habilitowanego piedestału. Gdy ubóstwiane napędem imperatywów rozpadło się w ponure drobiny, czy Mróz powiedział – Nareszcie!? Mróz wybrał milczenie. Teraz, drżąc na klęczkach przed majestatem profesury, na którą ciężko haruje, składa kolejną ze swych cichych ofiar. Zapowiedział już ich całą serię. Praca nad wieloksięgiem, to jego gorzki komentarz na przekór uświęconej tradycji, to słodki owoc przymusów. Czy to stąd ta niechęć, cała ta maskarada, od której nie ma ucieczki? - Hehehehe - śmieje się obnażając swe ewidentne panowania nad przeponą, ale Mróz ciągle się lęka. Wierzy, że praca nad wieloksięgiem jest jego dzieckiem. Nic podobnego. Jest jego bękartem! To najduch kompostowany, suszony, mielony, przetwarzany na paliwo wiekopomniejszego tworzenia. Utylizowany.

Mróz Marzy, że pewnego dnia w jego życiu zapanuje anarchia, zastępując jakże dobrze znany mu chaos. A tajemnice? Tak wiele zainwestował w ich zabezpieczenie. Teraz każdego, kto się o nie otrze, świadomie lub z głupia frant, Mróz skazuje na izolację, choć sam będzie go nadal przenikał jak wieczna zmarzlina, jak introwertyzm skorpiona, jak hipnoza, co uwodzi pulsując jak otchłań. Buńczuczne, nieujawnione, wściekłe, wyważone, osadzone w bibliografiach analizy skrywa w sobie Mróz i tylko czasem ulewa, gdy wierzy, że świat właśnie na moment wchodzi w fazę incognito, że nie zagrozi mu żaden cytat. Lęk przed skandalem jest jego największą fobią. Jeszcze go z roboty wyjebią. A wieloksiąg? A profesura? A może najpierw wpierdol matce za psychiatryk, za tych chłopców, dla których nie ma odwagi, za fałszywą wiarę, że człowiek z wiekiem się zmienia, za brak wiary, że prawdziwa empatia jest cenniejsza niż te kilka lajków pod postem, który do niej nawołuje, za to, czego nie przynosi czas i za konieczność wykazywania się dojrzałością? W tej gmatwaninie Mróz wybiera niedostępność. To jego perwersja, czy nawet pedofilia, gdy tak ta jego pseudo dorosłość dupczy własne, dopiero co kiełkujące człowieczeństwo. Chciałby jak ministrant czy harcerz, ale czy to go ochroni przed wścibską wyobraźnią homofobów wypasłych na kopiowaniu Jezusa?

Mróz ucieka na oślep. Jego potknięcia są niewidzialne. Tak ludzie potykają się o samych siebie. To część ekosystemu tych wewnętrznych zmagań, paradoksalnej symbiozy nacisków i pragnień. - Hehehehe – pobudza swoją przeponę w kolejnej próbie wykaszlenia pozorów dystansu do świata i swojej w nim roli. Chce jak najprędzej wrócić do swojej klitki, do wieloksięgu, do mniszej niszo-ciszy. Tam powstaje monument z cudzych słów przemienianych w swoje własne. Tak na swą nieśmiertelność zapracowuje sobie Mróz.