sobota, 21 maja 2022

Egzekutorzy ogołoceni z uśmiechów

Powroty po długiej przerwie bardzo mi smakują, choć w zasadzie wszystko jest po staremu. Ludzie dalej tłoczą się na dworcach, lotniskach i rzadko kiedy myślą o konsekwencjach, zarówno ci potrząsani erupcjami namiętności bliższym pacholęctwu, choć w dowodzie dawno już pogrubło, jak i ci uziemieni skalą doświadczeń, a więc i przemian, z których nie sposób się otrząsnąć. Nadal latamy samolotami, sięgajmy po przetworzone jedzenie, hołubimy coca-colę a cały ten trutka package łykamy na kredyt. 

Samolot z Dubaju do Sajgonu wypełniony jest po brzegi. Przed pandemią transport lotniczy obsługiwał głównie turystów. Po dwóch latach totalnej izolacji Azji na pokładzie dominują Wietnamczycy a turyści to tylko ja i kilku jeszcze zabłąkańców. Tęsknią za zupami, kluskami, kawą i lepkim ryżem, za rodzinami, które w tym świecie odgrywają rolę tak sponiewieraną w socjalizmach zachodu. Cierpliwie znoszą więc ten powrót do kraju, szczególnie ci z Ameryki. Stamtąd lata się przez Atlantyk a nie przez Pacyfik. Trzydzieści do czterdziestu godzin w podróży ze strefy czasowej oddalonej o pół doby. Jetlag po takiej przygodzie, to tydzień wyjęty z kalendarza. 

W Sajgonie kontrola wizowa jest jak zwykle opieszała. Naburmuszeni pogranicznicy nigdzie się nie śpieszą. Mało na ich twarzach przejawów zachodniej definicji człowieczeństwa. To egzekutorzy ogołoceni z uśmiechów, ze zbędnych słów, strażnicy zasad, które gdzieś tam, wprost do ucha nastroszonej wyobraźni, szepczą, że tu nie ma debaty. Ten typ porządku z nikim nie flirtuje. Narzuca się na chłodno 

Dhaka to dziewiętnastomilionowe miasto (tyle w niej mieszka ludzi nocą). W dzień puchnie to rozmiarów czterdziestomilionowego giganta. Sajgon przed pandemią był zatłoczoną metropolią (to wciąż największe miasto Wietnamu). Jego ulice - koryta, którymi rozlewają się zmechanizowane ścieki milionów motocykli wyraźnie powysychały. Biznesom nastawionym na turystykę też zaschło w gardle. Ich właściciele wrócili tam, gdzie nie trzeba ponosić kosztów życia w tym najdroższym z wietnamskich miast, do swoich prowincji, do małych miasteczek, do rodzin, które dotychczas żyły na ich utrzymaniu. 

Powroty po długiej przerwie bardzo mi smakują.