poniedziałek, 3 lipca 2017

Alcanadre Puta Madre

W Alcanadre wiatr rzadko ustaje. Klimat tej pięcusetosobowej osady przycupłej kilka kilometrów od drogi pomiędzy Saragossą a Bilbao potwierdza charakterystyczną dla regionu północnego centrum Hiszpanii pogodową groteskę. Silne wiatry hulają po bezkresnych pagórkowatych równinach redukując w mgnieniu oka ponad czterdziestostopniowe skwary do kilkunastostopniowych chłodów, początkiem lipca. Dzisiaj mieszkańcy słonecznej Hiszpanii paradują przed nami w swoich jesienno-zimowych kurtkach podczas gdy my, nawet przez głowę mi nie przeszło, żeby zasięgnąć pogodowej porady smartfona, w krótkich spodenkach i przewiewnych koszulo-bluzach. Stoimy głodni pod stalowym niebem na pustej ulicy, a wiatr nas czesze jak w kominie.
Alcandre jest opustoszałe. W przeciągu ostatnich lat to siedlisko wśród pustkowi, rozdarte siłami przylegających do siebie regionów Nawarry i La Rioja, utraciło ponad siedemdziesiąt procent mieszkańców. W chłodne dni, takie jak ten, gdy siesta zaprojektowana pod ucieczkę przed nieznośnym upałem kompletnie traci rację bytu, ciasne uliczki nastrajają do refleksji. Prawie nikt się tam nie szwenda. Nawet dzieci. W Alcanadre została ich już tylko garstka. Wieczorem drą się jak radosne zwierzęta pod drzewem zdobiącym centralny placyk osady widmo. Na przywitanie, przyjezdnym, których widzą na oczy po raz pierwszy, odpowiadają rześko, bez wahania czy zdziwienia. To tam znajduje się skromna siedziba merostwa. Nad jego bramą, targana chłodnym wiatrem łopocze tęczowa flaga. Lokalna społeczność pod wodzą dwudziestosześcioletniego mężczyzny - najmłodszego mera Hiszpanii, chce na powrót zaludnić opustoszałą osadę. 
Bar Asu jest centrum życia społecznego Alcanadre. Jego uroda i funkcjonalność stoją w wyraźnym konflikcie. Asu-właścicielka hoteliku Casa de Azul uwija się parząc kawy. Układa na chlebie plastry suszonej szynki i pichci te miałkie tortille o smaku bezbarwnym jak życie Saudyjek. Jej chrypliwy głos zderza się z akompaniamentem telewizyjnej relacji z kolejnej gonitwy za piłką, a starszyzna pod oknem, spragniona światła, trzaska swój kontrapunkt grając leniwie w domino...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza