wtorek, 11 września 2018

Wycinek: Ku chwale zuchwałym!

Tak, czwarte w moim przypadku studia dzienne rozpocząłem grubo po trzydziestce. Zaliczyłem dwie filologie i pewien powtarzający się schemat nie dawał się nie zauważyć. Żadnej jeszcze nie skończyłem, to raz, na filologiach dominują dziewczyny, tak jakby rolą mężczyzn było ciupanie kilofem, to dwa. Charakter studiów orientalistycznych w Krakowie miał jednak to coś, co wymykało się schematom. Lata studiów mijały na wertowaniu kserokopii po wynajętych przez uniwersytet norach. Introwertyczni wykładowcy, no może z pominięciem pani dziekan i kilku indywiduów, którzy rzeczywiście mogli pochwalić się biegłą znajomością języka mówionego, wprowadzali nas w stan hipnozy pogłębianej bzyczeniem świetlówki. Dziesiątki godzin wsłuchiwania się w beznamiętny przekaz pani od literatury arabskiej, setki godzin spędzonych na zajęciach z dialektów z arabami, którzy nie mieli pojęcia jak skutecznie odnaleźć się w roli wykładowców tej skądinąd szacownej uczelni. To, że na drugim roku znalazłem się z pominięciem pierwszego, też niczego nie ułatwiało. Po dwóch latach udowadniania, że dwa semestry przeskoczyłem nie bez powodu, byłem gotowy przetestować swoje nowe, nietypowe umiejętności w terenie. Zdecydowałem się wyjechać do Jemenu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz