wtorek, 28 maja 2013

Eutanazja w Arktyce

  Tym razem garderobę dzielimy z Francuzami. Jest ich pięciu. Wchodzę do niewielkiego pomieszczenia. Sięgam po plecak i czegoś w nim szukam. Pytam po ichniejszemu jak się udał koncert. Robię przy okazji jakieś uwagi na temat nagłośnienia. Wydaje mi się, ze dla większości z nich jestem pierwszym napotkanym Polakiem. Przysłuchują mi się z taką uwagą jakbym wygłaszał kazanie na górze. Ja tylko coś o francuskich serach i kiełbasach wspominam. Ich uwadze towarzyszy zdziwienie. Też bym się dziwił widząc pierwszego Eskimosa, który do tego płynnie nawija po polsku. Siedzimy sobie u niego w igloo, a jego eskimoska żona podaję nam po kubku ciepłego moczu, podczas gdy my, literacką polszczyzną, roztrząsamy kwestię eutanazji budzącej kontrowersje nawet w Arktyce...

2 komentarze:

  1. Większość ludzi udaje, że nie potrafi zrozumieć polskiego, ale przeinaczonego, to znaczy takiego, który ma wprowadzić na drogę skojarzeń. Przykładem może być używanie neologizmów, które mogą wywoływać w takich bubach uniesienie wyższe brwi na polu zwanym twarzą, przechodzącym w pogardę i bezradność. A przecież to całkiem zabawne przeinaczać, a dalej jakby odznaczać się zrozumieniem podstawy. To tylko kwestia dróg myślowych. I tworzy się wrażeniowość.

    Pozdrawio serdecznie - Weroniak.

    OdpowiedzUsuń