sobota, 5 października 2013

1. Tryb nocnej wegetacji

 Olbrzymia poczekalnia powoli pustoszała. Jakiś gość z plecakiem mościł sobie legowisko przed nadchodzącą nocą. Ogłuszający szum silników stawał się sporadyczny, by całkowicie przed nadejściem północy zamilknąć. Lotnisko Tempelhof przestawiało się na tryb nocnej wegetacji. Obserwacja sprzątaczek doprowadzających morgi podłóg do stanu laboratoryjnej czystości, po cichu objawiała głębszy sens ich pracy. Reprezentatywność międzynarodowego lotniska, oparta na typowo germańskiej obsesji czystości oraz pełnej ładu i obłej estetyce prostoty, miała uosabiać wszystko, czym w świadomości przyjezdnych po raz pierwszy przybywających do Niemiec powinien na zawsze pozostać niemiecki ordung
 Czerwony plecak ze stelażem. Jasnobrązowa, skórzana torba w prezencie od Marty. Sprawdziłem bilet. Przyjrzałem się wizie w paszporcie, kontemplując po raz kolejny symbolikę znaków strzegących tajemnic jakiejś niezrozumiałej, imigracyjnej logiki. Myśli bulgotały bezgłośnie. Leniwie spajając przeszłość z tym, co miało nadejść, zbijały się w jednolitą, pozbawiającą kontaktu z rzeczywistością kotarę.
 Czas spędzony na pijackiej melinie, w pokoju przechodnim, w oczekiwaniu na miejsce w toruńskim akademiku  przeleciał jak  piasek przesiewany  na plaży  przez palce. Kombinerki pana Tadka sięgającego w pijackim amoku po rozchwianą górną jedynkę, dla zakładu… Wieczory spędzane w Od Nowie w oparach marihuanowego dymu przy cichej aprobacie barmanów. Zagraniczni wykładowcy filologii języków obcych, dla których pobyt w Polsce był, o dziwo, życiową przygodą. Isabelle, z którą spędzałem prawie wszystkie wieczory. Wszystko to układało się w serię dogorywających wspomnień, których autentyzm nieubłaganie zmierzał ku bankructwu tracąc na klarowności na rzecz bezwzględnego upływu czasu. Ich dogasający żar ginął w łopoczącym blasku płomieni podsycanych niepewnością tego, co może przynieść przyczajona do skoku przyszłość.
 Facet w błękitnych ogrodniczkach obsługujący traktorek do polerowania podłóg, wyrwał mnie z letargu. Pokornie podkurczyłem nogi. Czekała mnie bezsenna noc, w deszczu światła jarzeniówek opromieniających halę, pod naporem fal refleksji pogłębianych ciszą lotniskowej poczekalni. Miałem niewiele lat, długi zaciągnięte na bilet przy wtórze chóru zobowiązań. Wyjeżdżałem na długo.

1 komentarz:

  1. Toruń i wydział filologii języków obcych są związane z jakim okresem w przeszłości? Jakie to były lata? Pyta Rafał P

    OdpowiedzUsuń