niedziela, 12 października 2014

Cyklop

   W sobotę też przychodzą maile. Marcus usłyszał od Andreasa, że śpiewam i to dziwnie rzeczy. Czy mogę za dwa dni pojawić się na dwa tygodnie w Szwajcarii? Jasne! Rozmawiamy, nagrywam próbki i wysyłam mailem. Znowu rozmawiamy i jadę. Taksówką w nocy do Balic, samoltem do Zurychu. Na lotnisku odbiera mnie Stefan. Mentalność i sylwetka sportowca. Po drodze dużo się śmiejemy. Zahaczmy o biuro. W Zurychu pada deszcz. Dopiero tu dogadujemy szczegóły kontraktu. Przez dziesięć wieczorów będę pracownikiem cyrku z Bazylei. 
    Od dziś mieszkam w hotelu, a do pracy jeżdżę hotelowym rowerem. Mam zastąpić wokalistę, który współtworzył spektakl. Markus oczekuje, że w ciągu dwóch dni odnajdę się w półtoragodzinnym przedstawieniu podzielonym na dwadzieścia pięć odsłon ilustrowanych muzyką z elementami improwizacji. Pierwsze dwa dni mijają na próbach. Nie mam nawet ochoty przyglądać się Szwajcarii, w której nigdy nie byłem. Wszyscy są mili i kibicują moim wysiłkom. W końcu skoczyłem w sam środek sezonu, bez zastanowienia. Pierwszy spektakl gram dwa dni po przylocie. Na widowni, pod gołym niebem około pięćset osób, w środę. 
   Zabawa zaczyna się tuż przed zachodem słońca. Naturalne światło w tempie zapadającego zmroku oddaje pierwszeństwo reflektorom. Rozjaśniają scenę, w której centrum widnieje stalowa konstrukcja. Ten szkielet głowy cyklopa jest głównym rekwizytem surrealistycznego przedstawienia. Subtelna audio elektronika ilustruje całą tę akrobatyczną bieganinę. Aktorzy-tancerze na oczach widzów instalują elementy twarzy gigantycznego potwora. Policzki pokrywa skóra. Pojawia się ucho, a w nim Bene, grający na perkusji w makijażu na wzór wojów Williama Wallace'a. Pojawia się też oko i usta. Gdy te zaczynają się poruszać, zwisając z ramienia niewidzialnego wysięgnika, z głośników dobiega mój głos. To cyklop wydaje swe pierwsze dźwięki. Śpiewa swoją pierwszą balladę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz