Bangladesz 2023: 6. Operacja przeszczepu Banglijczyka do kraju nad jakąś Wisłą

Powoli przyzwyczajam się do pikantnego jedzenia, choć wolę wymusić okazje do spożycia przynajmniej jednego posiłku pozbawionego chili.  Dzisiaj na obiad serwuję sobie owoce. Banany i oliwki są dosyć suche, natomiast mango jest boskie - niewielkie, soczyste, słodkie, pozbawione wyrastającego z pestki włosia, które przeczesuje szpary pomiędzy zębami, a potem tam zostaje i dręczy.
Już trzeci raz kupuję podpłomyki u tego samego piekarza. Tym razem siadam przy małym stoliku na jedynej ławeczce dla klientów i czekam na swoją kolej. Wypiekanie świeżych chlebków na przypominającej płaski wok patelni, rozgrzewanej płomieniem spalanej ropy, takiej, jaką tankuje się diesle, idzie bardzo sprawnie. Chętnych jest za to dużo, więc czekam. Ten, co podjechał na motorze, też czeka, więc pyta skąd jestem, po czym chwali się, że ma agencję pośrednictwa pracy - wysyła Banglijczyków na kontrakty do Arabii Saudyjskiej, w niewolę Aramco. Mohammad - piekarz nie odpuszcza uśmiechu i non stop kręci się wokół tematu wizy. Na pytanie ile chlebków sprzedaje dziennie, odpowiada, że osiemset do dziewięciuset. Ja na to, że skoro tyle sprzedaje, to ma tu niezłe życie. W Polsce będzie dzielił noclegownię z sześcioma ziomkami na pięćdziesięciu metrach kwadratowych, za dnia przez dwanaście godzin i siedem dni w tygodniu będzie zmywał naczynia albo w najlepszym wypadku robił na kasie w banglijskiej kebabowni. Kiedy dotrze do niego, że nie o tym marzył, będzie za późno, żeby wyrwać się z pułapki wyobrażeń o lepszym życiu w Europie. Podążanie za nimi kosztowało go przecież cały majątek - sprzedany dorobek życia oraz zaciągnięte długi. Dlaczego? Będzie musiał słono zapłacić pośrednikowi za zaproszenie i mnóstwo innych lewych papierów, potem dojdą koszty wyprawy do polskiego konsulatu w New Delhi - indyjska wiza, bilety na samolot, tydzień w hotelu i jedzenie. Jeżeli mu się poszczęści i wizę dostanie, zapłaci krocie jak na tutejsze warunki za bilet lotniczy do Europy. Zanim zacznie odkładać na lepsze życie miną lata na spłacaniu kosztów całej tej skomplikowanej operacji przeszczepu Banglijczyka do kraju nad jakąś Wisłą, o której prawdopodobnie nigdy się nawet nie dowie.
A więc pyta mnie o której jestem wolny, na co ja że jestem ciągle zajęty. Potem stawia mi herbatę, a na koniec nie chce przyjąć zapłaty za jedzenie. Ja na to, że nie zaciągam długów i proponuję, że skoro jest taki szczodry to niech odda jedzenie za darmo tamtemu biedakowi. On na to, że ja to inna sprawa. Płacę obiecując, że jutro też wpadnę na chlebki.
Po południu Imran podjeżdża taksówką. Jedziemy do Yamaha Flagship Store, gdzie mam poprowadzić warsztaty z improwizacji a zaraz potem zagrać koncert z zespołem Imrana. Improwizację Bengale mają tu już nieźle opanowaną. Najpierw stoimy w korku, dlatego do sali, gdzie mamy dzisiaj pracować, wbiegamy na ostatnią chwilę. Do tego pomiędzy warsztatami i koncertem organizatorzy ustalili trzydziestominutową przerwę na próbę i soundcheck, więc na mocy praw przysługujących band leaderowi zarządzam, że koncert gramy dzisiaj bez próby. Niech się wykażą na ile ten naturalny, wymuszony realiami życia dryg do improwizacji zdołają przełożyć na muzykę. 
W warsztatach uczestniczy kilkadziesiąt osób - głównie słuchacze, ale również osoby śpiewające i instrumentaliści grający pop, death metal, jazz i klasyczną muzykę banglijską. W sali wykładowej - wystawie instrumentów firmy Yamaha, światło razi i nęka chłód. Po godzinie pogadanki, zauważam, że niektórzy uczestnicy trzęsą się z zimna. Ja sam, pomimo obecności audytorium, nie czuję się specjalnie rozpalony, czuję się swobodnie. Świetnie rozumieją angielski, ponadto nie przynieśli ze sobą oczekiwań. Co poniektórzy uśmiechają się, ale prawie nikt się nie śmieje. Starają się klaskać, choć to energia kolektywu wymuszona, nieśmiała, mówiąca, że tego rodzaju aplauz nie leży w ich zwyczaju czy kulturze. Usadowili się w najodleglejszych rzędach i teraz czerpią przyjemność z anonimowej obecności, z tego, że mogą pozostać onieśmielonymi introwertykami, wdzięcznymi za to, że ufa się im i pozwala się na odbiór treści w zgodzie z ich potrzebami. Rozświetlona do granic możliwości sala też nie pomaga schronić się ich uwadze w pieleszach intymności. Odpowiedni wybór i przygotowanie pomieszczeń do pracy z muzyką to jedna z kwestii wymagająca korekty.
Wieczór kończymy we włoskiej restauracji. Pizze, makarony, kanapki - wszystko musi tu zawierać chili, w przeciwnym razie nie będzie smakować. Banglijskie kubki smakowe na brak chili w jedzeniu reagują tak, jak nałogowy pijak na brak alkoholu w piwie. Żeby poczuć, że jest git i basta, trzeba z gwinta ojebać całą flaszkę.
Istnienie takiego Gulshan - dzielnicy na północy, w której odwiedziliśmy Wujka, zagraliśmy w sklepie Yamahy, i w której mieszka nasz ziom Mohaimin potwierdzają zasadę, że każdy kraj -  czy to wyniesiony ku zamożności czy najzwyklej popadły w biedę będzie miał odpowiednio swoje getta dla pominiętych lub enklawy dla pomijających.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wietnam 2024: Szlakiem opustoszałych hoteli

Wietnam 2024: Trucizna ostatnich chwil

Bangladesz 2023: 7 Odporność szczura